Księcia z bajki można podobno spotkać już tylko w filmach rodem z Hollywood. Okazuje się jednak, że niekoniecznie, choć – nie sposób zaprzeczyć – książąt do spotkania w prawdziwym świecie jest coraz mniej. Jeden z ostatnich trafił się Kate Middleton – córce stewardessy i kontrolera lotów. Historia jak z bajki?

Nie do końca, mimo iż media zwykły właśnie tak ją przedstawiać. Nie ma tu jednak cudownej miłości, pierwszego wejrzenia ani złej macochy czy nawet zgubionego pantofelka. Kate poznała Williama już w 2001 roku i minęło kolejne dziewięć lat, zanim para oficjalnie się zaręczyła. Kilka miesięcy później – dokładnie 29 kwietnia 2011 – podczas transmitowanej na całym świecie ceremonii Kate Middleton i książę William wzięli ślub. Młodej historyk sztuki nadano wówczas tytuł Jej Królewskiej Wysokości Księżnej Cambridge, Hrabiny Stratheam i Baronessy Carrickfergus.
Przeciwko Kate
Nie brakowało przy tym głosów Kate nieprzychylnych. Krytyka dotyczyła praktycznie wszystkiego – a to nieszlacheckiego pochodzenia, a to „niegodnego” stylu ubierania i wielu innych aspektów. Swoistą wisienkę na tym torcie stanowiły niewybredne komentarze, jakoby książę William wybrać miał złą pannę Middleton, co nawiązywało do swobodnie zachowującej się i wiecznie uśmiechniętej młodszej siostry Kate, Pippy. Do grona krytyków dołączyła nieco już zapomniana – mimo burzy neonowo pomarańczowych włosów - wyraźnie podstarzała Vivienne Westwood twierdząc, że „Kate nie była godna założyć sukni ślubnej od niej”. Księżnej dostało się również od mającej bardzo poważne wizerunkowe problemy Kelly Osbourne. Tym razem za „dwukrotne założenie tej samej sukni na przyjęcia”. Mówiło się również o intercyzie, jakiej ponoć królewska rodzina zażądać miała przed ślubem. Kwestia ta została jednak wkrótce potem definitywnie zdementowana.
„Pomocna” krytyka
Jak widać, niełatwe jest życie księżnej. Głosy „pomocnej krytyki” z dnia na dzień się nasilają, zewsząd nadciągają osobistości, które na – a jakże inaczej – byciu księżną znają się zdecydowanie lepiej, które wiedzą, co wypada, co się powinno, a czego nie. A Kate? Kate radzi sobie zaskakująco dobrze. Przemawia do zwykłych ludzi, normalnych Brytyjczyków. Tylko że ci ostatni nie mają akurat możliwości, by swoje zdanie wykrzykiwać w mediach.