Za zmianami w postrzeganiu tzw. równouprawnienia doprawdy trudno nadążyć. Jednego dnia kobiety nie wolno określić mianem „filozof” (bo poprawnie miałoby być „filozofka”), następnego dnia wykonuje ona pół-striptiz w ramach spotu wyborczego do Sejmu RP. Z jednej strony każde naruszenie wolności słowa i mediów powoduje gigantyczne protesty, z drugiej zaś cenzuruje się coraz więcej reklam. Ponownie oberwało się... biustom.

Przedsiębiorstwo Spire Healthcare jest jedną z większych brytyjskich sieci klinik chirurgii plastycznej i medycyny estetycznej. Zarządza niemal czterdziestoma prywatnymi szpitalami rozsianymi po całych Wyspach. Czym naraziła się angielskiemu społeczeństwu? Zamieszczaną na przystankach reklamą operacji powiększania biustu. Zupełnie estetyczny plakat upodobniony został do okładki magazynu informuje, że jeszcze tego samego dnia przeprowadzić można operację. Za cenę zaczynającą się od 3,7 tysiąca funtów. Gdzie problem?
Kobieta – obiekt aseksualny
Według ASA (urząd nadzorujący etyczność reklam w Wielkiej Brytanii) reklama ta uprzedmiotawia kobiety i degraduje je do miana obiektu seksualnego. Pomijając fakt, że z całą pewnością większość kobiet wolałaby zostać zdegradowana do miana obiektu Aseksualnego, warto zapytać, czy to aby nie przesada? Kto miałby niby uprzedmiotawiać kobiety? One same, które z własnej woli decydują się na operacje plastyczne? Z przeprowadzanych anonimowo ankiet jasno wynika, że panie decydują się na powiększanie piersi dla lepszego samopoczucia, dla uciszenia kompleksów czy – w ich mniemaniu – ładniejszego wyglądu. Nikt ich do niczego nie zmusza. Ich świętym prawem jest swoje piersi powiększyć, tak samo jak ich prawem jest piersi nie powiększać. Tylko po co nadawać zjawisku tak wielki rozgłos?
Reklama jak reklama – bywały lepsze, bywały też gorsze. Z całą jednak pewnością nikogo nie demoralizuje, a już w szczególności dzieci, które mogłyby ją zobaczyć. Nie wydaje się także, aby w jakikolwiek sposób uchybiała kobiecej godności – to koniec końców tylko propozycja. Na tej samej zasadzie stwierdzić można byłoby, że reklama zup w proszku uchybia kobiecie, bo czy ta nie potrafi już ugotować zupy samemu?