I... stało się! Zaledwie kilka dni temu do kin całego świata trafiła kolejna już ekranizacja infantylnych przygód wymalowanego wampira i jego ziemskiej wielbicielki, a już zdążono zacząć odcinanie kuponów od niebywałej popularności "Zmierzchu". Jedno trzeba przyznać - autorce powieści należy się medal uznania dla jej niebywałych umiejętności marketingowych. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fenomen czegoś, czego nawet nie da się czytać?
Â

Â
Â
To jednak nie czas ani nie miejsce na spory na temat rzekomej wartości książki. Można za to śmiało kręcić nosem na fakt, że w chwilę po książce pojawiły się perfumy. Dokładnie Vampire's Love, dzieło niemieckiej firmy Essence, która - notabene - nie ma wcale wielkiego doświadczenia w świecie perfum. Przeciwnie. Z której strony by nie patrzeć, podąża więc śladem Stephenie Meyer. Bierze się za coś, o czym nie ma najmniejszego pojęcia, po czym próbuje zarobić na tym fortunę. Nieszczęścia chodzą parami, może więc i perfumy odniosą sukces?
Â
Mielizna artystyczna
Na szczęście niewiele na to wskazuje. Drzewno-kwiatowa kompozycja nie pozostawia najmniejszych złudzeń - nie była w ogóle istotna ani brana pod uwagę przy kreacji Vampire's Love! To tylko dodatek, którego - mimo starań specjalistów od marketingu - nie udało się obejść. Co jednak nie znaczy, że perfumy te nie będą się dobrze sprzedawać, wszak wraz z nimi na rynku ukazała się jeszcze cała kolekcja kosmetyków między innymi do makijażu. Wszystko po to, by biznes mógł się rozwijać.
Â
Mamo, tato - kupcie!
Krótko mówiąc, nikt przy zdrowych zmysłach złamanego grosza nie poświęci na Essence Vampire's Love. Producent jednak w dalszym ciągu ma szansę na miliony zysku - popularność sagi Zmierzch, choć niewytłumaczalna, jest ogromna. I można się spokojnie założyć, że już teraz rzesze nastolatek na całym świecie wypłakują u swoich rodziców zakup "kropli wampirzej miłości". Rodzice z kolei prędzej czy później ustąpią. Nie dlatego, że przekonają się do wyrobu Essence. Dla świętego spokoju. To straszne, że na dzisiejszym rynku zupełnie nie liczą się już wartości artystyczne, a sprzedać można dosłownie wszystko pod warunkiem li tylko popularnej nazwy.